sobota, 5 stycznia 2013

dziesięć.



Obudził się i spojrzał na zegarek wskazujący 14:00. Zerwał się na równe nogi gdy przypomniał sobie o spotkaniu o 15. Wziął szybki prysznic i założył coś czystego i wyszedł z hotelu.

~

-Co mu powiesz? -Pauline spojrzała na denerwującą się spotkaniem siostrę.
-Nie mam pojęcia. Po prostu chcę żeby przyszedł. -Jas wzięła głęboki oddech.
-I co? Będziecie siedzieć jak głupki i nic nie mówić? 
-Ja nie wiem... Pauline, nie mam pojęcia.
-A co jeśli jego uczucia się zmieniły?
-Wtedy nie odwzajemniłby pocałunku.
-Pocałowałaś go?! Jasmine! Dobrze wiesz, że jakby ktoś was zobaczył to zabiliby go na miejscu!
-Ja wiem, ale nie mogłam się powstrzymać. Tak cholernie za nim tęskniłam...
Z oczu Jasmine popłynęły łzy. Pauline nic nie powiedziała tylko przytuliła swoją siostrę. W tym samym momencie zapukały drzwi. Jasmine szybko przetarła łzy i podeszła do drzwi, by je otworzyć.
-To ja was zostawię. -zakomunikowała Pauline i wyszła.
Justinowi przypomniała się scena w kuchni z Kelsey. Kaya powiedziała dokładnie to samo, po czym zostali sami i skończyło się na pocałunku. 
Chłopak jest strasznie pogubiony. Udawany związek z Seleną, podczas którego zaczął do niej coś czuć, Jasmine, Kelsey i teraz znowu Jasmine. Nienawidzi swojego życia.
-Wiem że nie wypada tak od razu, ale... -Justin niepewnie zaczął. -Potrzebuję Twojej pomocy. Twojej siostry najlepiej też.
Jasmine spojrzała na niego z miną ''mów dalej''.
-Zginęły dwie ważne dla mnie osoby. -kontynuował. -Jedna zaginęła, gdy wyszła mnie szukać tamtej nocy, co poszedłem do klubu. A druga wyszła wczoraj wkurwiona na mnie i do tej pory nie wróciła.
-I jak mamy Ci pomóc? -spytała Jasmine.
-Pomożecie mi je znaleźć? 
-Kim one są? -spytała Jasmine po krótkim zastanowieniu.
-Wziąłem je z domu dziecka żeby pomogły mi w zemście. Wiesz na kim.
Jasmine kiwnęła głową.
-Więc jak?
Jasmine zawołała Pauline i chwilę wszystko obgadali. Po czym obie się zgodziły mu pomóc.

Dziewczyny poruszały się cicho w krzakach, a Justin szedł ulicą. Zza roku wybiegła zapłakana dziewczyna. Justin od razu ją rozpoznał.
-Kaya!! -krzyknął do niej. Dziewczyna się odwróciła w jego stronę i pobiegła do niego przytulając się niego. 
-Justin.. -mówiła przez łzy.
-Co się stało?
Kaya przełknęła ślinę.
-No więc. -zaczęła. -Jakiś czas temu miałam wizję. Widziałam pewną osobę w kałuży krwi. Powiedziałam o tym Kelsey, ale nie powiedziałam jej o kogo chodzi. Ona zapewne myślała, że widziałam tam Ciebie. Ale to ją tam widziałam, i to dzisiaj. Dzisiaj ma się ta wizja spełnić. I wszystko trzyma się kupy. -coraz głośniej płakała.
Justin zamarł. Przeklinał siebie w myślach. 
-Idź do hotelu. 
-Co?
-Idź do hotelu. -chłopak powtórzył mocniejszym tonem.
-A ty?
-Muszę znaleźć Kelsey.
-Pomogę Ci!
-Nie! -Justin wręcz krzyknął, co przeraziło Kayę. -Idź do hotelu.
Dziewczyna posłuchała chłopaka i poszła w stronę hotelu.
Justin podszedł do dziewczyn i poprosił Pauline, aby śledziła ją w drodze do hotelu, żeby nic jej się nie stało. 

-Kim ona dla Ciebie jest? -spytała nagle Jasmine.
Justin spojrzał na nią z zmieszaną miną.
-Mówię o Kelsey.
Nic nie mówił.
-Czemu nie odpowiadasz?
-Bo nie wiem co.
-Jak to, nie wiesz co?
-No nie wiem. Sam nie wiem kim ona dla mnie jest.
-Kimś musi być skoro chcesz ją znaleźć.
-Ale nie wiem kim.
-Spoko...
-Jasmine..
-Nie. Nie chcesz to nic nie mów. Rozumiem. 
Reszta drogi była w milczeniu. 

~

-Nie łudź się, że ktoś Cię z tego okna zobaczy. To kompletna dziura. Nikt tu nie chodzi. -odezwał się męski głos patrząc na zapłakaną dziewczynę siedzącą przy oknie.
-Chcę do domu.. Proszę. Puśćcie mnie. 
-Daj mi pomyśleć..... nie. -powiedział i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi zostawiając ją samą.
Kelsey schowała głowę w kolana i pozwoliła sobie na płacz. Sama nie mogła go opanować. Łzy same jej leciały. Nie wiedziała co się z nią stanie. Oparła głowę o szybę okna i patrzyła z iskierką nadziei, że jednak ktoś będzie przechodził. 
Nie minęła chwila, a zobaczyła jak ktoś idzie w tym kierunku. Przyjrzała się bliżej postaci. Nie mogła uwierzyć. To był Justin. Ale nie mogła zacząć od tak się drzeć do niego. Zaczęła machać do okna rękami. Justin tego nie zauważył. W pewnym momencie, drzwi od pomieszczenia się otworzyły.
-Co ty robisz? Kto tam kurwa jest?! -mężczyzna zaczął iść w stronę Kelsey.
Dziewczyna zaczęła walić w okno i krzyczeć.
-JUSTIN!
To wystarczyło. Chłopak usłyszał to i spojrzał do góry. Zobaczył, że Kelsey została wzięta przez jakiegoś mężczyznę. Chwilę później z budynku wyszło 3 innych mężczyzn i celowali pistoletami z Justina. Jeden z nich chciał juz pociągnąć za spust, ale tajemniczo wszyscy nagle upadli na ziemię i znikąd pojawiła się Jasmine.
-Nie ma za co. -odparła zerkając na Justina.
Oboje weszli do środka. Nie napotkali nikogo jak na razie. Nagle zza ściany wyszedł wysoki mężczyzna. 
-Gdzie ona jest? 
-Już jej nie ma.
-JAK TO KURWA NIE MA?! -Justinowi przypomniała się wizja Kay'i ale pod żadnym pozorem nie dopuszczał do siebie takiej myśli. 
Mężczyzna nie zdążył odpowiedzieć, bo został zaatakowany od tyłu przez Jasmine. 
-Nie ma ich tu więcej. Ale Justin...
Chłopak spojrzał w jej stronę.
-Czuję krew. Bardzo dużo krwi z tamtego pomieszczenia.
Pokazała palcem na jakieś drzwi. Chłopak nie zastanawiając się wszedł do środka. 
Gdy tylko zobaczył to co tam było padł na kolana. Jasmine zaczęła syczeć i głęboko 'oddychać' bez opamiętania i patrzeć na kałużę krwi i dziewczynę w niej.
-Jasmine, nie! 
Jasmine spojrzała na Justina wampirzym wzrokiem i jak najszybciej stamtąd uciekła, żeby nie zrobić nic głupiego.
Chłopak podszedł do Kelsey. Czuł że w jego oczach pojawiają się łzy....



***

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału szczerze mówiąc.
Ale ujdzie w tłumie.
Mam 2 prośby do was :)
1. glosujcie w ankiecie
2. jeśli to czytasz, to skomentuj. Nawet byle co. Chcę wiedzieć ile osób to czyta
i czy warto dalej pisać.
Pozdrawiam :D

wtorek, 1 stycznia 2013

dziewięć.




Postać była ubrana na czarno, miała szal wokół twarzy, okulary i kaptur. Więc nie można było poznać kto to jest. Chłopak przyglądał się jej chwilę. Dziewczyna (a było to wiadome bo butach) stała nieruchomo i również wpatrywała się w chłopaka. W przerwie pomiędzy okularami a szalem chłopak dostrzegł łzę spływającą po jej oku. Podszedł bliżej niej. Niepewnie zdjął jej najpierw okulary, potem szal, kaptur.. Popatrzył chwilę upadł na ziemię w pozycji siedzącej. Jasmine stała i płakała. Justin sam zaczął czuć łzy na swoich policzkach. Wstał, spojrzał w jej oczy po raz kolejny. Podszedł bliżej i przytulił ją do siebie z całych sił. Oboje rozpłakali się jak małe dzieciaki.
-Nie mogą nas razem zobaczyć.. -wyszeptała. -Chcą Cię zabić.
-Wiem. Twoja siostra mi mówiła.
-Wracaj do hotelu. Jutro o 15 przyjdź do nas do domu. Będę tam.
Spojrzała w jego oczy i pocałowała go w usta po czym zniknęła szybciej niż się pojawiła.

~

Wiedział co go czeka. Dostanie opierdol od Kelsey i Kay'i za to że tyle go nie było. Niepewnie wszedł do ich pokoju hotelowego. Od razu w jego stronę przybiegła Kaya, która jak tylko go zobaczyła rozpłakała się i zaczęła go bić pięściami po klacie.
-Ty chuju! -zaczęła się drzeć przez łzy.
Tak. Kaya jest Belieberką, ale tu chodzi o coś innego.
-Kaya, spokojnie. co się stało? -złapał ją za nadgarstki i przytrzymał dopóki się nie uspokoiła po czym ją puścił.
-Gdzie ty kurwa tyle byłeś?
-Nie krzycz tak. -zaczął się zastanawiać. Przecież nie powie jej prawdy. O wampirach i w ogóle. -Ja...
-No słucham -mówiła ze łzami w oczach.
-Czemu ty w ogóle płaczesz i gdzie jest Kelsey?
-No właśnie. Gdzie ona jest.
-Kaya? O co chodzi?
-Tamtej nocy poszła Cię szukać i do tej pory nie wróciła. -krzyczała coraz głośniej. -Kurwa coś ty zrobił? Gdzie ty byłeś? A teraz nawet nie wiem gdzie ona jest! Rozkochałeś w sobie moją siostrę a teraz jak Ci powiedziałam że zniknęła to żadnej reakcji nie okazujesz. Kim ty jesteś?! Justin, nie poznaję Cię. Nie jesteś tym samym Justinem którego pokochałam. Nie jesteś już Kidrauhlem. Nie wierzę w to. -ze łzami w oczach wybiegła z hotelu.
Chciał ją zatrzymać, ale co by to dało? Stał jak słup i nie wiedział co miał zrobić. Jasmine, Kelsey.. jeszcze coś? W pewnym momencie zadzwonił mu telefon. Spojrzał na wyświetlacz, na którym pisało 'Selena dzwoni'
-Kurwa jebana mać! Jeszcze jej brakuje. Kurwa! -nie odebrał tylko rzucił telefon o ścianę.
Zobaczył na stole paczkę papierosów. Bez wahania wziął ją i wszedł do łazienki. Usiadł na toalecie i wyjął jednego papierosa oraz zapalniczkę. Wziął papierosa do buzi i odpalił go. Zaciągał się mocno i dość długo. Kiedy poczuł że papieros się kończy zgasił go o zlew i wyrzucił peta do kosza.

~

-I jak? -podeszła do siostry, która weszła do domu.
-Jutro o 15 tu przyjdzie.
-I co będzie?
-Jak co będzie?
-No z wami.
Nie miała pojęcia co ma odpowiedzieć Pauline. Nic nie wiedziała. Czy będzie choć trochę jak kiedyś? Czy wciąż dla niego jest kimś więcej niż tylko fanką? Czy przypadkiem nie zakochał się w kimś innym? Te pytania nie dają jej spokoju.

~

Siedział przy oknie kończąc kolejnego papierosa. Poszedłby do klubu, ale znowu by się najebał i jakaś śliczna wampirzyca by go uwiodła. Chociaż gdyby tą wampirzycą byłaby tym razem Jasmine.. W pokoju dla VIPów nieźle by się działo. Boże Bieber, o czym ty myślisz.. Skarcił sam siebie i wyrzucił papierosa przez okno. Ani Kelsey, ani Kay'i nie ma. Sam już nie wie co robić. Więc odleciał w krainę snów.


***

tym o to sposobem, w pierwszy dzień 2013 roku mamy kolejny rozdział! :D
Przepraszam, że krótki, ale pisany na szybko z brakiem weny.
Życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku tak przy okazji <3
i moja prośba: zagłosujcie w ankiecie po prawej stronie, dziękuję :)





poniedziałek, 24 grudnia 2012

osiem.





-... jest tutaj.
- Tutaj... to znaczy gdzie? -wpatrywał się w jej brązowe oczy oczekując odpowiedzi. Nic nie powiedziała. -Pauline! Gdzie ona jest?
-Wszędzie. Zawsze przy Tobie.
Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu w którym się znajdują.
-Jest gdzieś tutaj?
-Nie. Teraz jej tutaj nie ma. Tutaj nie ma się o co martwić bo tu jesteś bezpieczny.
-Czyli z tego co zrozumiałem, cały czas wierzyłem, że ona nie żyje, ale jest wampirem i żyje, i obrania mnie przed innymi wampirami, którzy chcą mnie zlikwidować?
-Tak...
-To chore.. Nie wierzę w to. Przepraszam Pauline ale to nie może być prawda. Widziałem jak umierała, została zastrzelona i umarła w moich ramionach.
-Kula z pistoletu na chwilę ją ogłuszyła, ale nie zabiła. Justin, naprawdę jesteśmy wampirami. Ona żyje.
-Nie wierzę w to.
Dziewczyna westchnęła po czym wstała i z jednego końca pokoju z prędkością światła znalazła się w drugim końcu.
-Super szybkość. Teraz mi wierzysz? -spojrzała na niego.
-To dość dziwne ale mało wiarygodne. Przepraszam ale lepiej będzie jak pójdę.
Wstał i wyszedł z domu. No nic. Powiedziała mu prawdę, w którą on nie uwierzył.

Czekał go długi spacer po ciemku. Przynajmniej miał czas na przemyślenia. Starał się sobie wszystko poukładać. To niemożliwe żeby było tak jak mówiła Pauline, ale też to jak szybko przemieściła się z miejsca na miejsce. ''Było ją poprosić żeby pokazała kły.'' powiedział sam do siebie i zaczął się śmiać, ale na chwilę spoważniał bo usłyszał jakieś szmery na drzewie. Wiatr? Nie, nie wieje, jest ciepło. Dziwne. Szedł dalej.  Przy kolejnych drzewach to samo. Jakby ktoś przemieszczał się z drzewa na drzewo, ale tak szybko, że nawet go nie widać. W pewnym momencie stanął jak słup i cały zbladł. Odwrócił się w stronę drzewa i poszedł w jego stronę.
-Jasmine? -zapytał cichym głosem patrząc się na drzewo.
W pewnym momencie usłyszał jak z drzewa ktoś wylądował z krzakach. Chciał podejść ale bał się. Po chwili postać wybiegła z krzaków i również z prędkością światła pobiegła w przeciwnym kierunku. Justin był w ciągłym szoku.
Nie chciał wracać do hotelu. Za dużo tego wszystkiego. Skierował się w stronę jednego z polskich klubów. Miał gdzieś co tam będzie robił i w jakim stanie wróci.
Na zewnątrz budynek nie wyglądał za ciekawie. Ale w środku zupełnie inaczej. W środku było ciemno, ale neonowe światła wszystko polepszały. Długi bar i sceny z rurami na których tańczyły striptizerki. A dalej były drzwi, które prowadziły do długiego korytarza, w którym znajduje się kilka pokoi VIP dla striptizerek i klientów.
Usiadł przy barze. Na początku wziął piwo. Pił i rozglądał się po tym miejscu. Ładnie tu. Potem brał drinki. Coraz mocniejsze. W pewnym momencie gdy już ledwo ogarniał co się dzieje obok niego usiadła śliczna blondynka .
-Cześć. Jestem Magda. -uśmiechnęła się w stronę chłopaka. Siadając obok niego zniżyła bluzkę w dół ukazując swój dekolt.
-Siema. -odpowiedział jej obojętnie.
Nawet nie spojrzał na nią, ale czuł na sobie wzrok dziewczyny i postanowił sam się odwrócić. Gdy to zrobił nie mógł wyjść z podziwu. Była piękna. Dziewczyna przegryzła dolną wargę i zbliżyła się do chłopaka po czym nie zważając na nic wpiła się w jego usta. Justin był w takim stanie że nie miał żadnych oporów. Blondynka podczas pocałunku ścisnęła krocze chłopaka, po czym wstała i wzięła go za rękę do jednego z pokoi dla VIPów. Na miejscu pocałowała go znowu biorąc jego rękę i kładąc ją na wewnętrznej stronie ud. Chłopak bez wahania jechał ręką coraz wyżej a gdy był u celu dziewczyna pełna rozkoszy niestety była tu z innego powodu i nie mogła pozwolić sobie na więcej. Oddaliła się od niego na jeden krok, z nadludzką siłą podniosła go i rzuciła o ścianę. Chłopak zjechał po ścianie w dół. Dziewczyna już szła w jego stronę ale w pewnym momencie zdali sobie sprawę z tego, że nie są sami. Inna kobieta, pchnęła blondynkę również z nadludzką siłą. Justin był w takim stanie, ze obraz mu się urwał i zasnął.

~

-Koniec! Idę go szukać! -krzyknęła Kelsey do swojej siostry.
-Zwariowałaś? Jest już grubo po 2!
-No właśnie. A go jeszcze nie ma. I czy mi w tym pomożesz, czy nie, zrobię to.
Kaya nawet nie zdążyła zatrzymać siostry, bo ta wyszła zatrzaskując za sobą drzwi.

~

Lekko otworzył oczy i zauważył że nie jest u siebie. Nawet nie wiedział co to za miejsce. Chyba nigdy wcześniej nie widział tego pokoju. Wstał z łóżka i wyszedł z tego pokoju. Rozejrzał się po domu i usłyszał telewizor z salonu. Poszedł po cichu w jego stronę i zdał sobie sprawę że jednak kojarzy to miejsce. To dom Jasmine. Na kanapie siedziała Pauline i oglądała telewizor.
-O, już wstałeś. -uśmiechnęła się w stronę chłopaka.
-Co ja tu robię?
-Usiądź.
Chłopak podszedł do dziewczyny i usiadł obok niej.
-Więc?
-Byłeś wczoraj w klubie, za dużo wypiłeś, podeszła do Ciebie Magda
-Skąd ty wiesz kto to?
-Daj mi dokończyć. Wzięła Cię na stronę pod pretekstem, że chce się z Tobą zabawić. Ale tak naprawdę ona jest wampirem i miała Cię zlikwidować. Ale na szczęścia pojawiła się Jasmine i..
-CO?! -chłopak aż stanął z wrażenia. -Jasmine tam była?!
-No tak. Mówiłam Ci, że ona Cię cały czas ochrania przed innymi. Jest cały czas przy Tobie. Pokonała Magdę wbijając jej kołek. Przyniosła Cię tutaj.
-A gdzie jest teraz?
-Jeśli jesteś tutaj, to nie musi Cię pilnować bo tutaj jesteś bezpieczny. A teraz nie wiem gdzie jest.
-Chcę ją zobaczyć.

~

Szedł ulicą ale tym razem prosto do hotelu. Nie chciał powtórki z wczoraj. Ale wpadł na pewien pomysł. Poszedł w kierunku opuszczonego budynku. Wszedł do niego. Było tam pełno rozwalonych mebli, rozbite okna, szkło było wszędzie, jakieś stare ubrania..
Rozejrzał się dookoła i wziął głęboki oddech.
-Jasmine.. -powiedział cicho. -Jasmine. -powtórzył głośniej. -Proszę, wiem, że tu jesteś. Pokaż mi się.
Prosił dalej, ale na marne. W pewnym momencie podniósł kawałek ostrego szkła.
-Jasmine, proszę pokaż mi się albo podetnę sobie tym żyły. Nie żartuję.
Przystawił kawałek szkła do nadgarstka, ale w pewnym momencie zauważył, że zza ściany wychodzi jakaś postać...


***

O mój Boże ;O
Podoba mi się ten rozdział. Serio, sądzę że wyszedł mi całkiem dobrze.
A jak wy sądzicie?
W ogóle to życzę wam wszystkim wesołych świąt, udanego sylwestra, 
spełnienia marzeń, spotkania idoli.
Ten motyw z wampirami dał mi wiele weny do pisania rozdziałów.
Więc, do napisania <3

piątek, 21 grudnia 2012

siedem.






Niestety czas na polanie nie mógł trwać wiecznie. Chociaż Kelsey by tego chciała. Musieli wracać do domu. Było po 24.
Gdy weszli do domu był pusty. Na stole leżała tylko kartka od Kay'i ''Musiałam wyjść w ważnej sprawie. Będę jutro po południu.''
-Czyli że na tę noc mamy wolną chatę...
-Panie Bieber, co pan ma na myśli? -spojrzała na uśmiechającego się chłopaka.
-Jaa? Niic. Tylko mam litra w lodówce.
Kelsey wybuchnęła śmiechem.
-Nigdy nie piłam alkoholu. A poza tym mam 16 lat. -odparła Kelsey.
-Czyli najwyższa pora. -chłopak poruszył brwiami.
Kelsey kiwnęła głową i poszli do kuchni. Chłopak wyjął z lodówki litra, 2 kieliszki i sok na popitkę. Polał obojgu. Minęło trochę czasu zanim Kelsey zdecydowała się to wypić, bo zapach wódki niespecjalnie jej się podobał. Szybko wypiła, popiła i stwierdziła że chce jeszcze. Dla niego to żaden problem, bo sam by się jeszcze napił. Kilka kieliszków dalej, aż w końcu zobaczyli dno.
-Kurwa, nie ma! -wydarł się Justin.
Kelsey doszła do kanapy, ledwo, ale doszła i usiadła.
-W bani mi się kręci. Ale czuje się zajebiście.
-Bo zawsze jest zajebiście. Zastanawia mnie jedno. Taka osoba jak ty pali, a nie pije?
-Nie. Ale od dzisiaj to się zmienia.
-Nie jesteś takim łobuzem jak myślałem.-z
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
-To znaczy?
Mimo, że oboje byli pod dużym wpływem alkoholu, Kelsey zdała sobie sprawę z tego co powiedziała, on chce wiedzieć o niej więcej. A ona na chciała nikomu o niczym mówić.
-Kelsey? -upomniał się Justin.
-Co?
-Czego jeszcze o Tobie nie wiem?
-Nie, niczego. Tak po prostu powiedziałam. -uśmiechnęła się sztucznie.
-No dobra.


Jasmine ma rodzinę w Polsce. To chyba oczywiste. Jakby mogła nie mieć? Postanowił że poleci do Polski. Do jej rodziny. Sam nie wie po co, nie obmyślił konkretnego celu. Po prostu chce ich poznać. Jasmine kiedyś mówiła że ma młodszą siostrę. Sądzi że mogliby o niej porozmawiać i najwyżej popłakać razem.
Postanowione. Powiedział dziewczynom żeby się spakowały. Wylatują za 2 godziny.

Warszawa. Na pozór piękne miasto. Adres jeszcze pamiętał.
Dziewczyny zostały w hotelu. Niepewnie zapukał do drzwi. Otworzyła siostra Jasmine. Justin zaniemówił. Wygląda dokładnie jak Jasmine. Tylko bardziej poskręcane włosy i brak makijażu. Dziewczyna tylko poszerzyła oczy jak zobaczyła że Justin Bieber stoi w jej drzwiach.
-Justin Bieber? -zapytała niedowierzając. Oboje są w szoku.
-Tak.. a ty jesteś jej siostrą, prawda? -układał to pytanie bardzo powoli.
-Tak. -uśmiechnęła się. -Jestem Pauline.
Zaprosiła Justina do środka. Rodziców Jasmine nie ma. Nikt nie wie gdzie są. Pauline mieszka z babcią. Ale jej też akurat nie ma w domu. Zdążyli się poznać. Siostra Jas ma 15 lat i również jest Belieberką, ale zachowała spokój.
Długo rozmawiali. Nie tylko o sobie, ich głównym tematem była Jasmine. Justin opowiadał jej o wszystkim, o uczuciach do Jasmine. Pauline opowiedziała mu również prawie wszystko. Prawie, ponieważ w ich rodzinie kryje się mroczny sekret, którego nie może powiedzieć Justinowi. Powiedziała tylko..
-Ona cały czas tu jest. Przy Tobie. Czuwa nad Tobą i pilnuje by nic Ci się nie stało. Kocha Cię.
Gdy wypowiedziała te słowa z oczy Justina popłynęły łzy. Pauline za bardzo się nie odróżniała, bo również się popłakała.
-Ona chce abyś był szczęśliwy. Żebyś znalazł prawdziwą miłość i był przy niej na zawsze szczęśliwy. A jak nie... -ugryzła się w język.
-Jak nie..? -spytał ze łzami w oczach.
-Nic...
-Pauline..
-eh, bo chodzi o to że nie mogę Ci powiedzieć. Chyba że Jasmine Ci powiedziała.
-Ale o czym?
-O naszym rodzinnym sekrecie.
-Czyli?
-Czyli Ci nie powiedziała. Wybacz Justin, jak ona Ci tego nie powiedziała to ja też nie mogę.
-Ale co co takiego? I dlaczego nie możesz mi powiedzieć? Pauline proszę, jak jest coś o czym powinienem wiedzieć a nie wiem, to powiedz mi.. -spojrzał w jej oczy tak, że ciężko byłoby jej odmówić.
Wzięła głęboki oddech.
-Zacznę od początku. Ale to może trochę potrwać. Na początku powiem, że Ci rodzice nie są naszymi prawdziwymi rodzicami. Nasi prawdziwi rodzice umarli kilkadziesiąt lat temu.
-Co? Jak to możliwe?
-Daj mi dokończyć. Ja i Jasmine jechałyśmy kiedyś na imprezę. Miałyśmy śmiertelny wypadek. Kierowca był pijany, zmarł na miejscu. Mnie i Jas przywieziono do szpitala w stanie krytycznym. Zostały nam sekundy życia. Lekarzami, którzy nas operowali była para ludzi, którzy są obecnie naszymi niby rodzicami. Wiedzieli od początku że nie ma dla nas ratunku. Że tego nie przeżyjemy. Ale oni byli inni. Nie byli zwykłymi ludźmi. Oni w ogóle nie byli ludźmi. Dalej nimi nie są. Wiem, ze w to nie uwierzysz, bo to brzmi jak bajka ze zmierzchu ale oni są wampirami. I na dodatek nigdy nie mogli mieć dzieci. Więc 'ukąsili' mnie i Jasmine wpijając w nas swój jad. Stałyśmy się jednymi z nich. Od tamtej pory nasz wiek się nie zmienia. To znaczy wiek tak, ale wygląd nie. Wyglądam na 15 lat a tak naprawdę miałabym już 78. Jasmine ma obecnie 81 lat, ale wyglądem ma i zawsze będzie miała 18. Wampirów nie można zabić, chyba że wbije im się kołek w serce. Cały czas wtapiamy się w tłum. Soczewki, masa kosmetyków i normalne zachowanie. A co do tego że wampirów nie można zabić.. Jasmine nigdy nie została zabita. Ona żyje.Cały czas była i zresztą wciąż jest przy tobie. Ochrania Cię, bo nasi nie akceptują związków wampirów z człowiekiem dlatego się na ciebie cały czas czają. Ale ona robi wszystko żeby Cię ochronić. Justin, ona nigdy nie umarła, ona wciąż żyje i....


***

ło kurwa. podoba mi się zakończenie. a wam?
co myślicie o wprowadzeniu wampirów?
o fantasy pomyślałam już gdy Kaya miała tą 'wizję' pamiętacie?
co wgl o tym myślicie i czy wam się to podoba?
piszcie :)

xox, @Dabieberauhl

niedziela, 2 grudnia 2012

sześć.



-Co się stało? -spojrzała na skacowanego chłopaka.
Justin zmarszczył czoło po czym przełknął ślinę i swój wzrok z podłogi przeniósł na Kelsey.
-Nic się nie stało. -odparł.
-To o czym chcesz rozmawiać?
-O niczym. -podszedł bliżej dziewczyny.
Nic nie rozumiała. Najpierw mówi, że muszą porozmawiać, a teraz, że nie. Pogubiła się.
-Po prostu chciałem chciałem zostać na chwilę z Tobą sam, żeby coś sprawdzić. Sama mi to poleciłaś, nie wiem czy pamiętasz.
Przez moment próbowała się zastanowić co Justin może mieć na myśli, ale nie zdążyła po poczuła jego wargi na swoich. Nie potrafiła wyjaśnić co się działo w jej głowie. To był słodki pocałunek, delikatny, namiętny, czuły. Kelsey poczuła się bezpieczna. Nigdy wcześniej się tak nie czuła. Już wiedziała o co chodzi. Niezależnie od wszystkiego, niezależnie co czuje Justin, chciała nacieszyć się tą chwilą. Nigdy nie było jej tak dobrze, nigdy nie czuła czegoś takiego. To jej pierwszy pocałunek, trochę spanikowała bo nie wiedziała czy dobrze to wyjdzie. Justin owinął ręce wokół jej bioder, a ona swoje wokół jego szyi. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.

~

-O czym rozmawialiście? -wbiegła do pokoju siostry jakby nigdy nic.
-O niczym.
-Nie kłam.
-Mówię serio. Nie rozmawialiśmy.
-To co robiliście? -Kaya zrobiła duże oczy.
Kelsey na chwile zamilkła.Chyba może powiedzieć siostrze, no nie?
-Pocałował mnie.
Kay'i aż wypadła gazeta z wrażenia. Zaraz kazała siostrze opowiadać jak było, jak to się stało, czy się dotykali, bla bla bla. Kelsey nie mogąc w ogóle się z tego wydarzenia otrząsnąć, opowiedziała siostrze wszystko po kolei.
-Jesteście razem? -spytała nagle Kaya.
-Tego.. nie, nie wiem. Raczej nie. No na pewno nie bo o nic takiego mnie nie pytał.
-Aa rozumiem.
W tym momencie do Kelsey dotarło, że przez ten pocałunek Justin chciał sprawdzić czy się w niej zakochał. Pocałował ją, upewnił się i koniec. Gdyby się w niej zakochał to pewnie zabrał by ją do pokoju i spytał o chodzenie. A tak, to tylko pocałował ją, po czym poszedł. Więc jednak nie jest zakochany. Pomimo dalszych pytań siostry, Kelsey zeszła na dół do ogrodu, odpaliła papierosa i zaciągając się czuła jak spływają jej łzy. Ale powstrzymała je jak zobaczyła że auto Justina podjechało pod dom. Przetarła tylko mokre policzki i jakby nigdy nic, spokojnie siedziała i paliła papierosa. Udawała, że nawet Justina nie widziała, patrzyła w zupełnie inną stronę aby zająć się tym czym się zajmuje. Poczuła jak ktoś złapał ją za biodra od tyłu. Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Justina, na którego widok sama się uśmiechnęła.
-Co robisz wieczorem? -spytał Justin przerywając tą krótką ciszę między nimi.
-eee nic, a co?
-To już masz co robić. -puścił jej oczko.
-To znaczy? -spytała czując jak się rumieni.
-To znaczy że dzisiaj wieczorem należysz do mnie. -poruszył brwiami. -Ale w jaki sposób, to niespodzianka.
Kelsey próbowała zasłonić policzki włosami, ponieważ były już czerwone ale nie wyszło jej to. Justin się uśmiechnął.
-Słodko się rumienisz. -powiedział po czym pocałował ją w policzek i wszedł do domu.
Może jednak jest nadzieja? Uśmiechnęła się sama do siebie, wyrzuciła peta i również weszła do środka.

~

-Kate? -Kelsey podeszła do siostry, która siedziała nieruchomo. Miała szeroko otwarte oczy i cały czas patrzyła się w jeden punkt na ścianie. -Kate!! -krzyknęła i w końcu dziewczyna wyrwała się z transu.
-Co ty odwalasz? -spytała przerażona Kelsey.
-Ja nie wiem... Nie wiem co się stało.. Coś zobaczyłam i wpadałam jakby w trans. Nie wiem.
Kelsey usiadła obok siostry, która wyglądała, dosyć dziwnie.
-Kaya... Co ty zobaczyłaś?
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i spojrzała na siostrę.
-Coś strasznego. Dużo krwi, człowieka leżącego w tej krwi.. Ale to nic. Nie jestem żadnym medium, nie przewiduję przyszłości, no nie?
-No tak.. Ale, kto leżał w tej krwi?
Kaya nie zdążyła odpowiedzieć bo do pokoju wszedł uśmiechnięty Justin. Kaya popatrzyła na niego i popłynęło jej kilka łez ale starała się je zasłonić i wybiegła z pokoju.
-Co jej jest? -spytał Justin
-Nie mam pojęcia. -skłamała Kelsey
-Gotowa?
-Na co?
-Zapomniałaś już?
-A no tak, daj mi chwilę.
Kelsey pobiegła na górę do łazienki. Zrobiła szybki makijaż, założyła fioletową bokserkę i krótkie spodenki. Zbiegła szybko na dół.
-To gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz.

~

-Nie patrz. Już prawie jesteśmy.
-Justin wyjebie się jak nie będę patrzeć.
-Już prawie. Moment. Czekaj czekaj, oo już.
Dziewczyna odsłoniła oczy. To co zobaczyła chyba nigdy nie zapomni. Piękna polana na środku lasu. Dookoła pełno kwiatów, to wszystko otoczone lasem. Niczym polana Belli i Edwarda.
-Wow. -zdołała tylko wydusić.
-Podoba się?
-Bardzo. To jest.... cudowne. -nie mogła się wysłowić.
Justin usiadł na zielonej, jakby świeżo posadzonej trawie i pokazał Kelsey, żeby też usiadła. Popatrzyli w górę, niebo pełne gwiazd i księżyc w pełni, który idealnie wszystko rozświetlał. Lepiej być nie może. Czuła się jak w bajce. Bała się do tego przyznać, i nie chciała nikomu o tym mówić, ale teraz jest tego pewna. Pewna na 100% że ta Kelsey kocha tego oto Justina Biebera. Zakochała się na zabój. Ale, po co on ją tu przyprowadził? Czyżby on jednak też do niej coś czuł? Tak sobie wmawiała, ale wiedziała, że z drugiej strony to nierealne. Wszystko dzieje się tak szybko. Zaczęła już robić sobie nadzieje od dnia, kiedy ją uratował. Bo po co miałby to robić? Przecież to zwykła sierota z domu dziecka. Na takich nikomu nie zależy. Nie miał po co jej ratować. A jednak to zrobił. To wszystko, ta polana, to że Justin jest obok, to jest jak w bajce. Najpiękniejszej bajce na świecie. Oparła głowę na ramieniu chłopaka i zapomniała o wszystkim innym dookoła. W głowie miała tylko ją i jego.


*************

Wreszcie jest szósty ;D
Nie miałam weny na napisanie tego rozdziału, było więc trudno
ale dałam radę. Wczoraj naoglądałam się Zmierzchu więc mi jakoś ta
polana wskoczyła do głowy.
Tak czy owak mam nadzieję, że chociaż trochę wam się podoba.
Do siódmego! 

@DaBieberauhl

środa, 14 listopada 2012

pięć.


-Chodź do samochodu. -powiedział do Kelsey i pociągnął ją za rękę w stronę auta.

-Kaya?!?!! -wydarła się dziewczyna gdy tylko weszła z Justinem do samochodu. -Co ty? Skąd ty? JAK?! -nie mogła uwierzyć że widzi swoją siostrę. Mocno się do niej przytuliła. 
-Justin mnie też wziął z domu dziecka żebym pomogła mu Ciebie odzyskać. -powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Boże Justin dziękuję! -wydarła się Kelsey i pocałowała Justina w policzek. Ten się tylko uśmiechnął. -Kaya zostaje? -spojrzała na Justina, który nie mógł na nią spojrzeć ponieważ prowadził.
-Jasne. -odpowiedział po chwili Justin na co obie dziewczyny pisnęły z radości.
-Serio?! -spytała Kelsey. 
-Tak.
-Jezu, dziękuję Ci! -krzyknęła Kaya. -Kocham Cię normalnie.
-Tak, cały świat to wie. -odparła Kelsey i cała trójka zaczęła się śmiać.

Gdy dojechali na miejsce, pierwsze co Kelsey zrobiła to wzięła Kayę na ogródek gdzie spokojnie mogą sobie zapalić. Jakoś Justina nie zdziwiło że Kaya też pali. Usiadł obok nich.
-Co w tym takiego? -spytał je nagle.
-Nic. -odpowiedziała Kelsey.
-To dlaczego palicie?
-Bo to lubię.
-To możesz dać mi spróbować. -powiedział Justin na co obie dziewczyny zamurowało. -No co? 
-Nie, nic. -odparła Kelsey i se zdziwieniem dała Justinowi papierosa.
Chłopak pociągnął ale zaraz oddał bo zaczął kaszleć. Kelsey zaśmiała się.
-To nie tak. Pokażę Ci. -powiedziała Kaya. 
Justin Bieber i papierosy, dobry temat dla mediów. Ciekawe kiedy go przyłapią ze szlugiem w ręku. 

Kelsey pomogła się urządzić siostrze. Ma pokój obok niej. Justina nie było. Wyszedł na jakąś imprezę, na którą został zaproszony. 
-No więc, lecisz na niego, no nie? -zaczęła Kaya patrząc na siostrę.
-Co? -pisnęła zdziwiona Kelsey
-Widzę jak na niego patrzysz. Nie martw się, nie jestem zazdrosna. Jestem typem Belieberki, która wolałaby go za brata. Bierz się za niego.
-Kaya ty chyba nie mówisz poważnie.
-Mówię całkiem poważnie. Przed siostrą nic nie ukryjesz.
-Dobra, ale nawet jeśli.
-A widzisz! -krzyknęła usatysfakcjonowana Kaya
-Daj mi dokończyć. Nawet jeśli, to co? To jest Justin Bieber, a ja jestem sierotą z domu dziecka, którą zaadoptował żeby zemścić się na tych, co zabili jego byłą, którą dalej kocha. Więc nic z tego. -powiedziała cichym tonem i udała się do ogrodu.

Około godziny 1 w nocy Kelsey usłyszała jakiś huk. Nie chciała budzić siostry więc po cichu wyszła z pokoju i po schodach zaczęła się kierować w stronę drzwi wejściowych. To właśnie one trzasnęły. Zatrzymała się w miejscu gdy usłyszała kroki. Nagle usłyszała huk, jakby ta osoba się przewróciła.
-Kurwa! -wydał z siebie tajemniczy osobnik i Kelsey od razu poznała że to Justin. Zeszła na dół i zapaliła światło.
-Straszysz ludzi. -zaśmiała się. Chłopak odwrócił się i zmrórzył oczy, gdyż światło to raziło. 
-Co ty gadasz? -zapytał przechylając się na bok. Wtedy Kelsey zdała sobie sprawę, że on jest najebany.
-Ja pierdole co ty ze sobą zrobiłeś... -podeszła do niego i próbowała pomóc mu zachować równowagę.
-Nic. Pomożesz mi dość do pokoju? Bo muszę spać, a jak będę szedł sam to się wyjebię. -mówił takim głosem, że Kelsey nie powstrzymała się i zaczęła się śmiać. Przytaknęła i zaczęła go prowadzić po schodach na górę. Jakoś im się to udało i doszli do pokoju chłopaka. Przykryła go kołdrą i chciała wyjść ale nie miała jak gdyż Justin złapał ją za rękę.
-A ty gdzie? -spytał.
-Ymm do siebie spać? 
-Nie.
-Co nie?
-Nie idziesz do siebie?
-Czemu?
-Bo u mnie w szafie są demony i się ich boję. 
Dziewczyna po raz kolejny wybuchnęła nieopanowanym śmiechem.
-Justin, nie ma żadnych demonów. -mówiła przez śmiech.
-Są! Ale nie sprawdzaj, bo ich nie zobaczysz bo są niewidzialne. Jak są 2 osoby to nic nie robią, ale jak zostawisz mnie samego to mnie wpierdolą żywcem. -mówił bardzo poważnym głosem podczas gdy Kelsey już nie wytrzymywała ze śmiechu.
-Ta.. Ale ja chyba też muszę się wyspać, nie? 
Chłopak nie odpowiedział tylko się przesunął robiąc wolne miejsce w łóżku i klepiąc je na znak, że Kelsey ma się tam położyć.
-Justin, rano mnie zajebiesz.
-Za co?
-Bo nie będziesz nic pamiętać. Będziesz pytał skąd się wzięłam w Twoim łóżku i takie tam...
-Nie będę. Ja zawsze pamiętam wszystko nieważne jak pijany jestem. Kładź się. -poklepał to miejsce ponownie. 
Kelsey przypomniała se rozmowę z siostrą i stwierdziła że się położy. W końcu nie ma nic do stracenia. Położyła się obok Justina, a ten tylko przyciągnął ją do siebie tak, że jej głowa leżała na jego klatce piersiowej. Przytulił ją do siebie i zasnął. Po pewnym czasie Kelsey również zasnęła. 

~ 

Obudziło go słońce świecące prosto w jego oczy. Przetarł je i zdał sobie z tego, jak bardzo boli go głowa. 'Kac morderca' powiedział sobie w myślach i spojrzał na Kelsey która jeszcze spała. Uśmiechnął się sam do siebie. Pamiętał wszystko, jak sobie przypomniał co gadał o tych demonach i zaczął się śmiać do siebie budząc przy tym Kelsey.
-Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić. -powiedział do niej. 
Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej.
-Nie szkodzi. Jak tam? Kacuś jest? - powiedziała śmiejąc się.
-Żebyś wiedziała.
-Poszukam na dole coś na głowę. -powiedziała i wstała w stronę drzwi.
Justin chciał ją zatrzymać i powiedzieć że nie musi, ale nie zdążył bo wyszła. 

-Gdzie ty byłaś? -usłyszała od siostry gdy tylko zeszła do kuchni. -Obudziłam się w nocy, Ciebie nie było. Rano też.
-A no ten, bo wiesz, no ja, ym, no, ee... -nie potrafiła nic z siebie wydusić.
-Kelsey!
-Spałam z Justinem.
-Cooo? A no ten, mieliście chociaż gumki?
-Kaya!!
-Coo? Martwię się jak każda siostra!
-Do niczego nie doszło, to tylko spanie. Przyszedł najebany i powiedział żebym spała z nim bo on się boi demonów. 
Kayę napadł atak śmiechu.
-No właśnie. -dodała Kelsey sama zaczynając się śmiać. 
W tym samym momencie z góry zszedł Justin. Kaya zarzuciła zwykłe 'siema' i starała się nie wybuchnąć śmiechem. Justin podszedł do lodówki, wyjął butelkę wody i wypił ją prawie na raz. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał, zawiesił się na moment. Gdy się 'odwiesił' odwrócił się i oparł o blat kuchenny.
-Kelsey, możemy pogadać? -spojrzał na nią na co Kaya zarzuciła tylko 'To ja was zostawię' i wyszła.

************

No i mamy 5. Dodany znacznie szybciej, bo muszę się poprawić.
No i jutro wywiadówka, więc nie sądzę bym pisała za często.
Żegnaj laptopie, żegnaj telefonie, żegnaj tt.
Boże oby mnie. Módlcie się za mnie.
Próbne to porażka. Nie wiem kto takie coś wymyślił oO
Tak czy owak, mam nadzieję że rozdział wam się trochę podoba.
Do napisania <3

xox, Pauline






czwartek, 8 listopada 2012

cztery.





Przez kilka ostatnich dni nikt nie potrafił stwierdzić co mu jest. Kelsey nie miała pojęcia jak mu pomóc. Próbowała przeróżnych sposobów, chciała wyciągnąć go na spacer, do kina albo gdziekolwiek, żeby nie myślał o Selenie. Ale ta pustka po jej wyjeździe go bolała, jeszcze bardziej niż ich ostatnia rozmowa. Cóż, happy endy to tylko w bajkach.
Zdał sobie sprawę, że niepotrzebnie ją całował. To tylko pogorszyło sprawę.

Godz. 8 rano. Ktoś dzwoni do drzwi. Nie ma pojęcia kto mógłby zawracać mu głowę o tej potrze. Niechętnie podniósł się z łóżka i poszedł w stronę drzwi. Gdy je otworzył nikogo nie zobaczył, oprócz koperty leżącej pod drzwiami. Podniósł ją i wszedł do środka.

Nie myślcie sobie, że ujdzie wam to płazem.
Wiemy o was wszystko. Od waszej akcji starczyło
czasu żeby zebrać o was sporo informacji. 
O Tobie, Justin i ten gnidzie Kelsey.
To będzie zemsta za zemstę. 

To była treść listu. Nie ma co ukrywać, chłopak był zszokowany. Zamierzał jak na razie nic nie mówić Kelsey. O wilku mowa. Dziewczyna weszła do kuchni, gdzie siedział chłopak.
-Co tam masz? -spytała otwierając lodówkę.
-Rachunki. -zmyślił na gorąco.
-Mhm. -westchnęła i wyjęła z lodówki masło i ser. -chcesz kanapki?
-Nie dzięki. -odpowiedział szybko i wstał udając się do swojego pokoju.

Leżąc na łóżku przeglądał stare zdjęcia w telefonie. Było tam kilka zdjęć z Jasmine. Łzy momentalnie popłynęły mu do oczu. Zdjęcia z nocy pod namiotami. Wszystko mu się przypomniało. Przewijał dalej. Zatrzymał się na zdjęciu, które zrobił Kelsey jak spała. Zapomniał nawet o tym zdjęciu. Patrzył na nie przed dłuższą chwilę zastanawiając się sam nie wiedział nad czym. W końcu odłożył telefon i zszedł na dół. Szukał Kelsey. Chciał się jej wygadać. Ale nigdzie jej nie było. Zobaczył na stole w kuchni jakąś kartkę. Napisane na niej było:

Mamy dziewczynę. Chcesz ją zobaczyć?
Czekamy przy siłowni jutro o 14:30
A chcesz ją odzyskać? 
Zabierz ze sobą 3 miliony. Miłego dnia.

Po przeczytaniu kartka wypadła mu z ręki na ziemię. Zastanawiał się jak to możliwe, że nic nie słyszał? Był tylko na górze. Oparł się o ścianę i zjechał po niej plecami siadając na ziemi. Pomyślał, że dobrze by było jakby Selena tu była. Ale wpadł na pewien pomysł. Kelsey wspominała coś, że ma siostrę. Może ona by pomogła? Więc postanowił, że udaje się do domu dziecka w którym zaadoptował Kelsey.

~

Wszedł do środka tak jak tamtym razem. W kominiarce z niemalże niewidoczną twarzą.
-Dzień dobry. Kojarzy mnie pani? -podszedł do kobiety, która tu pracuje.
-Ależ oczywiście! -krzyknęła. -Pan adoptował naszą Kelsey, tak?
-Tak. Jestem teraz zainteresowany jej siostrą.
-Aaaa chodzi panu o Kayę?
-Dokładnie.
-Proszę poczekać.
Kobieta weszła do jakiegoś pomieszczenia. Wyszła po 3 minutach z wysoką brunetką.
-Oto ona. -pokazała ręką. -Kaya, ten pan zaadoptował Twoją siostrę Kelsey jakiś czas temu. Teraz jest zainteresowany Tobą.
Dziewczyna nic nie mówiła, tylko się przyglądała.
-Tak, można ją zabrać? -mówił zniecierpliwiony Justin.
-Oczywiście, proszę tylko to wypełnić.
Jak szybko mógł tak szybko wypełniał te różne śmieszne formularze.
-Skończone. -powiedział.
-No więc do widzenia. Kayuś, mówiłam Ci że ktoś Cię w końcu weźmie. A jeśli mogę spytać to co u Kelsey?
-Wszystko w porządku. Znając życie siedzi w ogródku. -wymyślił to na poczekaniu.
-Proszę ją ode mnie pozdrowić.
-Spoko. -powiedział i wyszedł. A za nim Kaya.
Wsiedli do samochodu i dojechali na miejsce w milczeniu.

-Gdzie jest Kelsey? -spytała Kaya wchodząc do domu.
-Ok. Teraz małe wyjaśnienia. -powiedział zdejmując kominiarkę. Dziewczynę zatkało. W końcu jest Belieberką. -Tylko proszę zachowaj spokój u wysłuchaj mnie uważnie.
-o o o o ok.. -powiedziała nie mogąc wyjść z szoku.
Justin wszystko jej powiedział. O ślubie, o zemście, o zemście za zemstę i o porwaniu Kelsey i że ona musi mu pomóc.
-Ok. w końcu chodzi o moją siostrę.
-Świetnie. Jutro o 14:30 mam być koło siłowni 3 milionami. Ale nie wydaje mi się by chcieli nam ją oddać nawet jakbym dał im 100 milionów.
-To co zrobimy?
-Pojedziemy tam. I.. -zaczął opowiadać jej plan. Jak to wszystko będzie wyglądało.

Następny dzień godz. 13. Wsiedli do samochodu i podjechali pod kawiarnię, która stała w takim miejscu że była widoczna siłownia. Nikogo podejrzanego nie było widać. Rozejrzeli się dokładnie. Na dachu jakiegoś budynku stał człowiek który machnął do innego człowieka na ziemi, który wszedł do jakieś furgonetki. Już wiedzieli wszystko. Podejrzewali również, że Kelsey też jest w tej furgonetce.
-Znasz ją od paru dni. Co Cię tak wzięło żeby ją ratować?- ciszę przerwała Kaya.
Nie potrafił odpowiedzieć. Sam nie wiedział co go wzięło. Zrobił to co zwykle, założył okulary i kominiarkę. Wyszedł z auta. Kaya wyszła za nim. Doskonale pamiętała ich plan. Trochę się bała, ale chodziło o jej siostrę. Zadaniem Kay'i jest odwrócenie ich uwagi. W jaki sposób? Musiała zrobić wrażenie. Ubrać się seksownie, miała na sobie bluzkę w głębokim dekoltem i mini niemalże odsłaniającą tyłek. Podeszła do siłowni i udała że spadła jej torebka po czym się po nią schyliła tyłem to furgonetki.
Wygląda na to, że to nic nie dawało. Zrezygnowany Justin wyszedł z samochodu, wziął plecak w którym schował 3 miliony i udał się w stronę siłowni.
-Kaya idź do samochodu. - powiedział tak niewyraźnie, żeby nie było widać jakby coś mówił.
Chciał wrzucić plecak do kosza ale przerwał mu głos.
-Stój! -Justin odwrócił się. -Wolę dostać do ręki.
-Najpierw oddaj Kelsey.
Wysoki, gruby, łysy mężczyzna machnął rękę w stronę furgonetki z której wyszedł inny, identyczny mężczyzna trzymający Kelsey.
-Zamiana. Rock, puść ją. -drugi mężczyzna o imieniu Rock puścił dziewczynę. -Idź. -popchnął ją. -Dawaj plecak.
Justin rzucił plecakiem w ich stronę przytulił mocno do siebie Kelsey i chciał z nią iść w stronę auta.
-Czekaj czekaj! -krzyknął Rock. -Pan tu musi przeliczyć.

-Jest wszystko. Zgadza się. -powiedział po jakimś czasie. -Miłego dnia. -dodał sarkastycznie i wszedł do furgonetki która odjechała.


***

Trochę się naczekaliście :o
Ten rozdział mi się kompletnie nie podoba. Chujowy że brak słów.
Ale ocenę zostawiam wam.
'Miłego dnia'
hoho <3